 |
SIANOŻĘTY 2002 (plener Pracowni ANGOBA)
Temat naszego pleneru ceramicznego w Sianożętach to: KOŁO BRZEGU - tam, gdzie znajduje się pracownia ceramiczna u Piotra Bila.
To miejsce na skraju lądu i morza. Nieopodal jest nawet miasto, które nazwano Kołobrzeg.
To również charakterystyczne miejsce w ceramicznych naczyniach. Wokół brzegu koncentrowała się nasza uwaga nad morzem, wokół
brzegu glinianego naczynia. Sytuacja w pewnym sensie paradoksalna. Brzeg naczynia to umowna granica między przestrzenią wewnątrz a na zewnątrz, własnym i obcym, znanym i nieznanym. Menisk wypukły i
wklęsły, zjawiska fizyczne kojarzące się z obrzeżem, pomagają nam ocenić sytuację, stwarzając wrażenia obfitości bądź niedoboru. Koło, mimo że sugeruje rodzaj pełni, to w tym przypadku dość nieprecyzyjne
określenie, chodzi raczej o rodzaj okręgu. Pełnego okręgu, jaki zatacza cyklicznie punkt na krawędzi formowanego przez garncarza przedmiotu, ciągle i znowu. Wszystko w astronomicznie płynnym
ruchu, w jednostajnym tempie, wokół centralnie położonej osi. Tego rodzaju wysoce abstrakcyjne i przyrodnicze dywagacje to tylko jeden z punktów widzenia.
Rzecz (przedmiot) może również traktować o przekraczaniu granic (zwłaszcza jeśli powstaje na plenerze międzynarodowym), o balansowaniu na granicy, o dojmującym przymusie poruszania się w
pobliżu cienkiej "border line". Rzecz o chęci wyrwania się z zaklętego kręgu.
Niektórzy ludzie żyją w krajach o rozwiniętej linii brzegowej, inni zaś nie mają dostępu do morza. Jakie wspólne przedsięwzięcia udają się w
krajach leżących nad brzegiem wspólnego akwenu, co je łączy? A co w takim razie dzieli linię obrzeża na zazdrośnie strzeżone odcinki? Jaki wpływ na historię narodów ma taki z pozoru nieistotny fakt? Czy może on
wpływać na dietę mieszkańców? Kogo zapraszają do stołu? Co znajdziemy na dnie ich naczyń? A gdy zajrzymy głębiej? Słyszy się czasem o takich uczuciach jak bezgraniczna radość względnie bezbrzeżna rozpacz.
Zdarza się że takie ekstremalne doznania mają kontekst martyrologiczny. Bezgraniczne patriotyczne poświęcenie, zdobycie pobliskiego miasta w 1945 r., uhonorowane zostało pomnikiem w miejscu
zaślubin z morzem, rytualnego aktu zwieńczenia wysiłku bojowego. Z niejasnej przyczyny jego monumentalna forma przywołuje nieodparte skojarzenie z postacią przyciężkiej żyrafy.
Czy naczynia zaopatrzone w brzeg z kształtnym dzióbkiem pozazdrościły ptakom? Jakimi prawami ewolucji rządził się rozwój form ceramiki klasycznego antyku, wykształcając raz po raz nowe i
pielęgnując przez określony czas, trwanie tradycyjne wzory funkcjonalnych przedmiotów. Jeśli ewolucja - to co z całą plejadą płetw, garbów, przydługich kończyn, uszu, rozmemłanych ukwiałów,
nieco koślawych stóp, zbyt obfitych brzuśców no i nieapetycznych kubków (smakowych ;) oczywiście), obserwowanych często wśród tworów naszej ceramiki. Niekiedy powstają naczynia
ceramiczne o formach zwieńczonych dopracowanym wyrafinowanym brzegiem, sprawiającym fascynującą, niemal zmysłową radość obcowania. Co może spowodować, że taka forma przekształci się w
kanon? Dlaczego tak wiele osób podróżuje nad Morze Śródziemne, a mniej nad Bałtyk? Nawet ptaki odlatują na południe. Czy zauważacie, jak często naczynia bywają przez nas antropomorfizowane? Ich części wręcz
nazywane są zgodnie z anatomią człowieka. Porównujemy często ich pokrój do proporcji postaci ludzkiej. Stosowane są również podobne kryteria piękna (symetria, zgrabny kształt). Zaskakujące jest
prześledzenie częstości kontaktów ludzkich członków z poszczególnymi częściami wyrobów ceramicznych. Ręka chwyta za uszy, szyjkę (!), czasem nóżkę. Głowa, ręka wchodzą do gardzieli.
Brzeg naczynia styka się rzadko z uchem (wtedy szumi) częściej z wargami. Pracując KOŁO BRZEGU, na peryferiach (Sztuki) zbliżamy się do obrzeży znaczeń, tam gdzie
tradycyjne formy nabierają innych wartości. Gdzie ludzie na plaży, jak ci ulepieni z gliny przez zaprzyjaźnionego artystę rzeźbiarza, podlegają przemianie. W ramach stereotypowego zachowania, konwencjonalnego tematu
i tradycyjnej formy, powstaje niebanalne znaczenie. Może będzie tam coś tak inspirującego, że zafascynowani tworami własnej wyobraźni, nieświadomie sami przeniesiemy się nagle poza horyzont
zdarzeń, w inny wymiar. Co prawda bez spektakularnych efektów specjalnych, ale dokona się w nas to, o czym mówiliśmy podczas poprzedniego pleneru. Zajdzie dyskretna PRZEMIANA.Rafał Szambelan
Warszawa 16.01.2003 |